W ostatnim poście z postępów w budowie pisałam o wytyczaniu budynku, kopaniu fundamentów i zalewaniu ław fundamentowych (tutaj). Prace posunięte są już o wiele dalej więc musze przyspieszyć.

Pokaże wam kilka zdjęć jak u nas wyglądały najważniejsze etapy w budowie domu. Murowanie fundamentów, zasypywanie ich piaskiem, ściany oraz strop. Przeczytajcie do końca, opowiem wam dalszą część historii o naszym kierowniku budowy i wytyczaniu budynku. (Początek historii tutaj)

fundamenty

    fundamenty 1

Pierwsze bloczki położone osobiście przez inwestora 🙂 W końcu Jego marzenie zaczęło przybierać kształty. Do budowy fundamentów użyliśmy bloczka betonowego, który jest wytrzymały na czynniki zewnętrzne, mrozoodporny i wodoszczelny. W pierwszej kolejności na ławy fundamentowe została położona izolacja pozioma, czyli folia wykonana z twardego polietylenu. Bloczki murowane na zaprawę murarską cementowo-wapienną.  Fundamenty były stawiane na równo z gruntem, ponieważ nasza działka była dużo niżej, niż działki sąsiadów. Po wypełnieniu fundamentów piaskiem wyrównamy teren, nawożąc ziemię.

 

fundamenty 2

    fundamenty 2

Nie chcę was zanudzać, pokazywaniem murowania każdej ścianki, dlatego to jest gotowy fundament. Ściany fundamentu zostaną ocieplone styropianem o zwiększonej wytrzymałości, pokryte siatką, a póżniej wyciągnięte klejem.  Następnie do poziomu gruntu pokryte bitumiczną masą hydroizolacyjną, lepikiem. Jest to rodzaj izolacji fundamentów, który powoduje, że woda nie wniknie w ściany fundamentowe.

fundamenty 3

    fundamenty 3

No i cała robota w piach… 🙂 Kolejny etap to zasypanie fundamentów piaskiem. W naszym przypadku piasku poszło bardzo dużo, ponieważ  jak już wspominałam wcześniej, trzeba było podnieść poziom działki, żeby wyrównać się z sąsiadami. Na ten moment czekaliśmy, ziemia była nawożona kiedy byliśmy w Anglii, więc dopiero po przyjeździe na urlop zobaczyliśmy efekt.  Różnica na żywo była dość znaczna, wcześniej nasza działka była dość zapadnięta w porównaniu do sąsiednich działek.

fundamenty 4

    fundamenty 4

Tak prezentowały się fundamenty wypełnione piaskiem i działka z nawiezioną i co nie co wyrównaną ziemią. Pomiędzy tym a poprzednim zdjęciem jest kilka miesięcy różnicy, dlatego ziemia i piasek zdążyły zarosnąć już trawą.  Jak już wspominałam, w nasze fundamenty zostało wsypane kilkanaście wywrotek piasku, dlatego nie robiliśmy wylewki płyty betonowej na tym etapie. Zostawiliśmy to w takim stanie na kilka miesięcy, aby wszystko miało szansę opaść i dobrze się ułożyć. Chcieliśmy uniknąć sytuacji w której wylewka wisiałaby w powietrzu, a piasek pod nią by opadł bo to z czasem mogłoby doprowadzić do poważnych konsekwencji.

ściany nośne- przód domuściany nośne- przód domu

dom w budowieściany nośne- przód domu

ściany nośne bok i tył domu
ściany nośne bok i tył domu
bok domu
bok domu

W koścu ściany. Oj jak ja na to czekałam.. Podekscytowana oprowadzałam wszystkich pojawiających się na budowie i tłumaczyłam co gdzie będzie. Wtedy już wyraźnie był widać wielkości pomieszczeń, na ziemi patykiem rysowałam gdzie będzie łóżko, gdzie stół a gdzie wyspa kuchenna. Radość nie opisana. Można już było pospacerować po wszystkich pomieszczeniach i poczuć, że robi się bardzo realnie. Dom już nie wydawał się już taki malutki jak przy fundamentach. Wręcz przeciwnie, przeraziliśmy się, że jest ogromny 🙂

Do wymurowania ścian nośnych użyliśmy bloczka z betonu komórkowego firmy Solbet (możecie o nim przeczytać tutaj). Ścianki działowe również, ale połówką.  Przed położeniem bloczka komórkowego, po raz kolejny została wyłożona izolacja w postaci  folii z twardego polietylenu.

Tym jakże przyjemnym chwilom towarzyszyła też chwila grozy. Pamiętacie, jak opowiadałam wam o naszym kierowniku budowy, który chciał ułatwić nam pewne kroki?  (jeśli nie to wróćcie tu) Stawiając kolejne ścianki, mojemu mężowi nagle przestały zgadzać się wymiary, nie zgrywały się kąty. Przerażeni zaczęliśmy mierzyć od nowa cały dom. I co się okazało? Mamy dom o 20 cm dłuższy niż w planach… Od razu zadzwoniliśmy po kierownika, przecież to on wytyczał nam budynek. Kierownik pojawił się na budowie lekko „wczorajszy”, pokazaliśmy mu błąd.  Udaliśmy się razem z nim do Pani architekt, która nanosiła nam projekt na mapkę i ku naszemu zdziwieniu dowiedzieliśmy się, kto tak naprawdę powinien robić wytyczenie, ba nawet zrobić wpis do dziennika budowy… geodeta.  Co gorsze nasz kierownik również dopiero wtedy się tego dowiedział. Jednak zapewnił nas, że wszystko załatwi, ma kilku kolegów geodetów, którzy na pewno mu pomogą.

Po kilku wizytach w biurach geodezyjnych byliśmy coraz bardziej przerażeni… okazało się, że ci koledzy są, albo na emeryturze, albo nie żyją… Poza tym nikt nie chciał podpisać czegoś, czego nie robił. W końcu znaleźliśmy naszego wybawcę, powiedział, że przyjedzie na budowę, pomierzy wszystko i sprawdzi, czy nam podpisze dokumenty. To  były dla nas naprawdę chwile grozy. Na szczęście po dokonaniu pomiarów przez geodetów dostaliśmy wiadomość, że nie ma pomyłki w długości budynku, jedyny niewielki błąd to brak kąta pomiędzy dwiema ścianami działowymi, ale to nie jest aż tak istotne. Geodeta zrobił nam wpis w dzienniku budowy, byliśmy bardzo szczęśliwi. Nasz kierownik również. Coś jednak nadal nie było jasne, dlaczego nam metrówka pokazywała o 20 cm za dużo?

strop
strop

Tego etapu nie mogłam się doczekać. Właściwie tak jest za każdym razem, kiedy jakiś etap dobiega końca, ale serio bardzo chciałam, żeby już mieć to z głowy. Przy tworzeniu tego elementu domu, nie trzymaliśmy się założeń projektu. Ponieważ zdecydowaliśmy się zmienić rodzaj pokrycia dachowego z dachówki na blachodachówkę, automatycznie stop nie musiał być ciężki monolityczny. Zastosowaliśmy strop terriwa.

Na tym etapie wydarzyła się pewna zabawna historia, która wyjaśniła, dlaczego dom według naszych pomiarów był dłuższy. Kiedy przygotowywaliśmy zbrojenie do zalania stropu, w pewnym momencie wymiary podane przez mojego męża, jakie powinien uciąć mój tata i nasz kolega, nie zgadzały się… Mąż upierał się, że powiedział 3 metry, a dostał 2,80 m, natomiast ekipa od cięcia upierała się, że ucięli 3 metry. Żaden nie chciał odpuścić, aż w końcu wpadli na pomysł, żeby zmierzyć metrówki. Mój mąż miał zwykłą, kieszonkową miarkę zwijaną, natomiast mój tata z kolegą, używali taśmy mierniczej, takiej nawijanej za pomocą korbki. Po przyłożeniu do siebie obu okazało się, że taśma, której używał mój tata jest o 20 cm dłuższa od tej drugiej… I wszystko stało się jasne, po pierwsze, każdy z nich miał racje mierząc zbrojenie. Po drugie, dowiedzieliśmy się też, że nasz dom naprawdę  wcale nie jest za długi.. ot i taka historia. Morał z tego taki, że nie używamy już taśm mierniczych, a już na pewno nie na budowie. I wam również tego nie radzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.